Nasza historia
Rozdział I
Jak się poznaliśmy
Niektóre historie miłosne zaczynają się w szkole, inne na wakacjach albo przypadkowym spotkaniu w kawiarni. Nasza zaczęła się… na porodówce. Mały, trzyletni Maciek miał wtedy po raz pierwszy zobaczyć Dagę — maleńką, nowo narodzoną dziewczynkę. Podobno spojrzał na nią i pomyślał: „Ona będzie moja”. Choć prawda jest pewnie taka, że bardziej interesowało go wtedy, gdzie podziała się jego piłeczka. Ale brzmi romantycznie, prawda?
Tak naprawdę znamy się od zawsze i nawet trudno powiedzieć, kiedy dokładnie się poznaliśmy. Nasi rodzice — a dokładniej nasi ojcowie — przyjaźnią się jeszcze od szkolnych lat. Z czasem wspólne imprezy zamieniły się w rodzinne wyjazdy, spotkania i wakacje. Dzięki temu jako dzieci spędzaliśmy razem mnóstwo czasu — na działce, na nartach i podczas różnych rodzinnych przygód.
Każdy, kto zna nas od dawna, doskonale pamięta, że przez większość dzieciństwa bardziej sobie dokuczaliśmy, niż okazywaliśmy sympatię. Wieczne przekomarzanie, obrażanie się o drobiazgi i drobne wojny były u nas na porządku dziennym. Jak się jednak okazało — przysłowie „Kto się czubi, ten się lubi” naprawdę działa. Z czasem z tych małych sprzeczek narodziła się przyjaźń, później miłość, a dziś stoimy przed najpiękniejszym wspólnym rozdziałem naszego życia.
Nasza pierwsza randka
Jak już pewnie można się domyślić — jesteśmy dosyć nietypową parą. Nasze randki również wyglądały trochę inaczej niż klasyczne filmowe scenariusze. Zamiast eleganckich restauracji, świec i wykwintnych kolacji wybieraliśmy… wielokilometrowe spacery po Gdańsku. I to dosłownie wielokilometrowe — 15, a czasem nawet 20 kilometrów nie było dla nas niczym niezwykłym.
Spacerowaliśmy godzinami, rozmawiając o wszystkim i o niczym. Z każdym kolejnym spotkaniem byliśmy sobie coraz bliżsi, aż w końcu nadszedł dzień, który zmienił wszystko — 20.02.2018 oficjalnie zostaliśmy parą. Od tamtej chwili idziemy przez życie razem. Może dziś robimy już trochę mniej kilometrów niż kiedyś, ale jedno pozostało bez zmian — nadal potrafimy rozmawiać godzinami, a nasza bliskość jest jeszcze większa niż na początku.
Zaręczyny
Zaręczyny to dla wielu mężczyzn prawdziwa misja specjalna. Czy pierścionek się spodoba? Czy wszystko pójdzie zgodnie z planem? Czy ukochana powie „tak”? A jeśli dodać do tego fakt, że Maciek należy do osób, które planują wszystko od A do Z, spontaniczność staje się niemal sportem ekstremalnym. Gdyby miał organizować spontaniczną wyprawę w kosmos, prawdopodobnie powstałby do tego arkusz w Excelu.
Mimo wszystko zaręczyny były dokładnie takie, jak powinny być — po prostu nasze. Odbyły się o wschodzie słońca nad jeziorem Krzywe we Wdzydzach Tucholskich — miejscu wyjątkowym i pełnym spokoju. Gdy pierwsze promienie słońca pojawiły się nad wodą, Maciek uklęknął i zapytał Dagę, czy zostanie jego żoną. Daga wiedziała, że chce spędzić z nim całe życie, ale w tamtej chwili i tak trudno było uwierzyć, że to dzieje się naprawdę. Powiedziała „tak”. A później jeszcze przynajmniej sto razy pytała, czy to na pewno nie był sen.